Woda z kranu czy z butelki? Czy kranówkę trzeba filtrować?

Woda z wodociągów jest filtrowana i dezynfekowana, tak by nie znalazły się w niej żadne szkodliwe dla zdrowia substancje. Jej jakość musi być dostosowana do wymogów, które obowiązują w całej Unii Europejskiej. Jest zdrowa i zupełnie bezpieczna. Czy warto więc kupować butelkowane wody?

Woda wodociągowa badana jest przez sanepid pod kątem zawartości składników mineralnych i wszelkich zanieczyszczeń. Musi spełniać wszelkie normy określone w rozporządzeniu Ministra Zdrowia i dostosowane do wymogów Unii Europejskiej. Nie mogą znajdować się w niej bakterie chorobotwórcze i pasożyty, a zawartość poszczególnych związków chemicznych nie może przekraczać dopuszczalnych wartości, które zostały ustalone w oparciu o limity ich bezpiecznego spożycia dla populacji. W przypadku większości związków chemicznych dozwolone są ich śladowe ilości, zwykle określone są w przedziale od 0,1 do 50 µg/l. Są to wymogi bardzo zbliżone do tych, które muszą spełniać kupowane wody butelkowe. A w przypadku większości składników normy są takie same dla wód butelkowanych i kranówki.

Minerały w kranówce i w butelce

Woda z kranu zwykle ma w 1 litrze 350–550 mg minerałów. To tyle co butelkowana woda niskozmineralizowana i około dwukrotnie więcej niż woda źródlana. Jeśli przyjrzymy się zawartości wapnia, okazuje się że nasza kranówa ma skład bardzo zbliżony do popularnej wody Polaris oraz zdecydowanie lepszy skład niż Kropla Beskidu. Bezsprzecznie kupowanie niskozmineralizowanych wód źródlanych to strata pieniędzy. Taka sama, a nawet lepsza woda płynie w naszych kranach. Jest przy tym ok 230 razy tańsza i nie potrzebuje plastikowego opakowania.

Oczywiście pod względem zawartości wapnia i magnezu kranówa nie umywa się do wysokozmineralizowanych wód. Po takie wody powinni sięgać sportowcy w okresach intensywnego wysiłku fizycznego (zwłaszcza w upale), kiedy podczas długotrwałych treningów wypacają ogromne ilości sodu, potasu, wapnia i magnezu. Jeśli jednak nie jesteś wyczynowym sportowcem, na co dzień wystarczy Ci zbilansowana dieta i kranówka.

Woda z kranu – czy trzeba ją gotować?

Od dziecka mówiono nam, że nie wolno pić nieprzegotowanej kranówki. Kiedyś faktycznie tak było. Zanim wprowadzono chlorowanie w wodociągach (pod koniec XIX wieku), woda stanowiła główne źródło szerzenia się wielu epidemii. Powszechne wprowadzenie ciągłego chlorowania wody doprowadziło do spadku zachorowań na cholerę o 90% i 80% zmniejszenie zachorowalności na dur brzuszny, tyfus, czerwonkę i inne choroby przenoszone przez skażoną wodę. Pierwotnie do dezynfekcji używano samego chloru, co mocno pogarszało smak i zapach wody. Dziś do dezynfekcji używa się dwutlenku chloru oraz coraz częściej także ozonu czy promieniowania UV. Zapewnia to wodzie to nie tylko czystość mikrobiologiczną, ale także nie zaburza tak mocno jej smaku.

Obecne regulacje prawne narzucają, by 1 litr wody pitnej nie miał więcej niż 0,3 mg chloru wolnego. To, że czasem woda w kranie pachnie chlorem, wcale nie świadczy o tym, że jest go więcej niż zalecane, ale o bardzo niskim progu wyczuwalności tego pierwiastka, który wynosi 0,05 mg/l

Czy chlor w wodzie z kranu jest szkodliwy?

Chlor jest silnie drażniącym gazem, który w dużych stężeniach prowadzi do śmierci. Czy w takiej sytuacji bezpieczne jest picie chlorowanej wody? Chlor jako gaz nawet w niewielkich stężeniach podrażnia błonę śluzową. Z drugiej jednak strony jego jony są bardzo ważnym makroelementem w naszym organizmie. Zapewnia on równowagę wodno-elektrolitową, jest ważnym składnikiem wszelkich wydzielin oraz wydalin, wchodzi w skład soku żołądkowego i śliny. Dlatego też dzienne zapotrzebowanie człowieka na chlor wynosi 780 – 800 mg. Jego głównym źródłem jest sól kuchenna. W jednej łyżeczce soli (5g) mamy 2934 mg chloru. Żeby więc dostarczyć taką jego ilość z wodą, musielibyśmy w ciągu dnia wypić co najmniej 880 litrów chlorowanej wody. Nawet jeśli przekroczymy dzienną zalecaną ilość chloru, zdrowy organizm jego nadmiar wydali z moczem oraz potem. W niektórych publikacjach internetowych możemy przeczytać, że chlorowana woda powoduje raka, co jest nieprawdą. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem zaliczyła chlor zawarty w wodzie do picia do grupy 3 czynników nieklasyfikowalnych jako rakotwórcze dla ludzi.

Woda dobra, ale rury stare

Wodociągi odpowiadają za jakość wody, ale tylko tej doprowadzonej do zaworu głównego w nieruchomości. Za jakość wody w instalacji wewnętrznej nieruchomości odpowiada właściciel lub administrator nieruchomości. Jeśli mamy stare stalowe rury, w naszych kranach woda może mieć większą zawartość żelaza i manganu, które odpowiadają za rdzawą barwę i nieprzyjemny zapach. Pomimo gorszego wyglądu i smaku, picie takiej wody nadal jest bezpieczne.

Jeśli mamy w domu stare instalacje, warto przed zaczerpnięciem wody do picia, spuścić z kranu kilka litrów, zwłaszcza jeśli od ostatniego odkręcania kurków minęło kilka godzin.

Uwaga na wodę z własnego ujęcia!

Jeśli pijesz wodę z własnego ujęcia, zachowaj ostrożność. Może ona być zanieczyszczona bakteriami np. E.coli. Znajdują się one w ściekach i przy nieszczelności okolicznych szamb, mogą one przedostawać się do wody i powodować poważne zatrucia. Bakterie te giną podczas gotowania wody, dlatego wodę z nieznanego pochodzenia należy przed spożyciem doprowadzić do wrzenia. Ważne! Bakterii nie usuną popularne ostatnio dzbanki filtrujące.

Skąd kamień?

Kamień w wodzie to nic innego jak wytrącone związki wapnia i magnezu. W trakcie podgrzewania tworzą one wapienny osad w czajniku, a na kabinie prysznicowej po wyschnięciu pozostawiają biały nalot i zacieki. Im twardsza woda, tym więcej w niej tych minerałów. Może nie jest to korzystne dla naszych czajników, pralek i zmywarek, ale dla naszego zdrowia jest to jak najbardziej pożądane. Taka woda to cenne uzupełnienie naszej diety w te minerały. Istnieją nawet badania, które sugerują, że ludność spożywająca wodę miękką (o mniejszej zawartości wapnia i magnez) częściej zapada na choroby naczyń krwionośnych niż ludność zaopatrywana w wodę twardą. Zarówno gotowanie wody jak i je filtrowanie pozbawiają ją części tych składników mineralnych. Dlatego jeśli w naszych kranach płynie woda z pewnego źródła, korzystniej jest pić ją prosto z kranu, niż z dzbanków filtrujących czy po przegotowaniu.

Dzbanki filtrujące – konieczne czy zbędne?

Filtry znajdujące się w butelkach usuwają, a raczej zmniejszają, stężenie soli wapnia, chloru, miedzi. Jak reklamują producenci dzbanków filtrujących, mogą one zmniejszać stężenie pestycydów i herbicydów, a także chloru, benzenu, związków trihalogenometanu, radonu, rozpuszczalników oraz „setki innych wytworzonych przez człowieka chemikaliów, które możemy znaleźć w wodzie”. Na szczęście, o czym można było przeczytać powyżej, woda wodociągowa jest oczyszczana ze wszystkich tych niekorzystnych składników (poza chlorem, który jest dodawany). A do procesu tego wodociągi wykorzystują dużo efektywniejsze filtry niż te, które znajdziemy w dostępnych w marketach dzbankach filtrujących. Jedyne korzyści z takiego dzbanka filtrującego to oczyszczanie kranówki z chloru. Jednak i na to znajdzie się bezpłatny sposób. Doskonale znają go akwaryści i ogrodnicy i nie jest to jakaś tajemna wiedza. Wodę wystarczy „odstać” przez kilka godzin w otwartym pojemniku, a chlor sam odparuje.

Oszczędź planecie i portfelowi

Jeśli więc masz wodę z wodociągów, warto pić kranówkę. Tym sposobem nie tylko zaoszczędzisz, ale także ograniczysz zanieczyszczanie środowiska w kolejny plastik. Według statystyk Polacy opróżniają 110 000 ton butelek rocznie, to daje nam około 2.750.000.000 sztuk butelek. Recyklingowi podlega niespełna połowa tego, reszta jest składowana lub trafia do oceanów.

Facebook